Shortly prior to my departure I was lucky enough to have a quick catch up with the man who has gotten me into my outdoors and was (and continues...) to be one of the main influences to help me get to where I am, including here in India. Said guru offered plenty of advice, one thing that stood out the most was the 'need for treats'.
Admittedly, I thought I understood just what it meant and just what boost it can give. Music, (good!) coffee, yerba mate and pictures of Baster have gotten me through some shitty times - and kept me fulfilled and happy (in my own unique pessimistic way) during everyday life. Small things that keep me going.
The "treats" concept came surprisingly the other day. Our house-keeper and her lovely daughter have prepared "something we would get at home" - pasta with tomato sauce. Words cannot describe how happy I was to experience the similar taste to my dads spaghetti - it was a release of endorphin truly comparable to heavy drugs (administered strictly for the purpose of analgesia by qualified medical personnel of course).
I guess it really is the little things in life, and after only two weeks here, I really begin to see that.
_________________________________________________________________________________
To teraz wpis po Polsku :).
Przed wyjazdem miałem okazję spotkania się z człowiekiem który wciągnął mnie w ten cały outdoor-owy światek i kontynuuje byciem jednym z większych inspiracji w tym kierunku. Miedzy innymi dlatego jestem tutaj w Indiach a nie gdzie indziej. Ten sam guru dał wiele porad, między innymi potrzeby na "małe co nieco".
Przyznam się bez bicia że wydawało mi się że doskonale wiem o co mu chodziło. Muzyka, kawa (dobra!), yerba mate i zdjęcia Basterka pomogły mi w wielu gównianych sytuacjach - a i utrzymały mnie w dobrym stanie ducha podczas "normalnego" życia. Takie o drobnostki.
I guess it really is the little things in life, and after only two weeks here, I really begin to see that.
_________________________________________________________________________________
To teraz wpis po Polsku :).
Przed wyjazdem miałem okazję spotkania się z człowiekiem który wciągnął mnie w ten cały outdoor-owy światek i kontynuuje byciem jednym z większych inspiracji w tym kierunku. Miedzy innymi dlatego jestem tutaj w Indiach a nie gdzie indziej. Ten sam guru dał wiele porad, między innymi potrzeby na "małe co nieco".
Przyznam się bez bicia że wydawało mi się że doskonale wiem o co mu chodziło. Muzyka, kawa (dobra!), yerba mate i zdjęcia Basterka pomogły mi w wielu gównianych sytuacjach - a i utrzymały mnie w dobrym stanie ducha podczas "normalnego" życia. Takie o drobnostki.
W związku s tym, zaskoczyła mnie niespodzianka skombinowana przez naszą panią domu (w sumie nie wiem jak to nazwać) i jej fajniutką córkę - zwykły makaron z sosem pomidorowym. Nie jestem w stanie ująć jakie to było zajebiste przeżycie być w stanie doświadczyć smaku podobnego do spaghetti mojego taty - hurtowe wydzielenie endorfin mogło być porównywane jedynie z twardymi narkotykami (z którymi, oczywiście, miałem do czynienia tylko w ramach znieczulenia administrowanego przez wykwalifikowany, medyczny personel).
Mówi się że chodzi o te drobne pierdółki w życiu, minęły tylko dwa tygodnie, a naprawdę zaczynam to doceniać.
_________________________________________________________________________________
Song of the day/Piosenka dnia: James Brown - I feel good.
Mówi się że chodzi o te drobne pierdółki w życiu, minęły tylko dwa tygodnie, a naprawdę zaczynam to doceniać.
_________________________________________________________________________________
Song of the day/Piosenka dnia: James Brown - I feel good.

No comments:
Post a Comment